|
|
|
| Galeria zdjęć |
 |
| Galeria zdjęć |
|
Strajk
- 13 grudnia /niedziela/
Po raz drugi w przeciągu dwóch kwadransów
pod drzwi mieszkania przewodniczącego zakładowej komisji „Solidarności” przybyli
funkcjonariusze aparatu przymusu, lecz tym razem już nie pukali – siłą wtargnęli
do mieszkania i wywlekli w środku nocy do milicyjnego wozu: [...] ręce do tyłu,
skuli i nie miałem żadnych możliwości zabrania okularów, ubrania się,
zasznurowania butów. Wzięli mnie tak jak stałem.
- 14-15 grudnia /poniedziałek-wtorek/
Wieść o brutalnym zatrzymaniu
przewodniczącego stała się katalizatorem tamtego strajku;
po niedzielnym
wyczekiwaniu, następnego dnia poranna zmiana postanowiła przystąpić do strajku –
kolejne zmiany również potwierdziły gotowość podjęcia akcji protestacyjnej.
Spontanicznie zawiązał się Komitet Strajkowy.
Przystąpiono do
zabezpieczenia zakładu; zabezpieczono teren poprzez rotacyjne patrole,
wystawiono straże na głównej bramie, ustanowiono punkty obserwacyjne.
Kiedy
tylko rozniosły się wieści o tym, że „Wujek strajkuje!” – już od
poniedziałkowego popołudnia pod kopalnią zaczęli gromadzić się ludzie: rodziny,
krewni, znajomi, a także obcy ludzie. Ofiarnie dzielili się ze strajkującymi
swoimi domowymi zapasami – przynosili pieczywo, wędliny, papierosy, herbatę.
Już od pierwszego dnia, to jest od wprowadzenia stanu wojennego był z
górnikami „ich” kapelan - ksiądz Henryk Bolczyk, kiedy to odprawił mszę świętą.
Był i w kolejnych dniach; modlili się wspólnie, dzielili obawami, krzepili serca
Słowem Bożym.
Do strajkujących zaczęły dochodzić niepokojące informacje z
innych spacyfikowanych już przez oddziały milicji i wojska śląskich zakładów, a
zwłaszcza z sąsiedniej kopalni „Staszic”. Wśród załogi zawrzało.
Prowizoryczne dotąd barykady zrobione głównie z lutni górniczych i z
pojedynczych wozów do urobku węgla, zostały wzmocnione przez dowiezienie dużych
ilości śrub, nakrętek, gruzu z kamieni i cegieł, części z maszyn górniczych i
dużych fragmentów złomu maszynowego.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nie cała
załoga kopalni miała odwagę pozostać z kolegami, trwać na posterunkach i czekać
na konfrontację - niektórzy chowali się w „kanałach”, inni dezerterowali.
Około godziny 16.00 ulicami Kochłowicką, Mikołowską i Piękną przejechała
kolumna czołgów i wozów bojowych piechoty, by zatrzymać się w Parku Kościuszki –
czekając rozkazów następnego dnia.
- 16 grudnia /środa/
Hałas i widok pojazdów pancernych musiał
paraliżować: Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze czołgi, ludzie autentycznie się
bali, ten przerażający warkot silników budził najgorsze wyobrażenia. Dzieci
płakały, nie mieściło nam się w głowie, że taka ilość sprzętu, w takich małych
uliczkach – wyglądało to naprawdę przerażająco. Gdy czołgi jechały, to ludzie w
nie ciskali czymkolwiek, czym się tylko dało.
Do godziny 11.00 całość
przewidzianych sił pacyfikacyjnych zajęła swoje pozycje pod kopalnią; cały
zakład został opasany pierścieniem sił milicyjno-wojskowych.
Milicja i ZOMO
po rozpędzeniu tłumu przystąpiły do pierwszej fazy akcji pacyfikacji: w kierunku
kopalni wstrzeliwano gazy łzawiące i świece dymne, a strajkujących polewano wodą
z hydronetek.
Następnie atak na strajkujących rozpoczął się jednocześnie z
dwóch stron: od strony bramy kolejowej i od strony bramy głównej (równolegle
trwały „walki” ZOMO z cywilami na wysokości ulic Wincentego Pola i Gallusa oraz
na tyłach kopalnianego parku).
Kolejowy wjazd na kopalnię był zastawiony
przez wykolejone pod kładką wagony typu WWY i oddziały ZOMO musiały sforsować
ceglany mur by dostać się na teren kopalni.
Na tym odcinku górnicy
przechwycili trzech funkcjonariuszy MO, unieruchomili także jeden z pojazdów
pancernych – siły pacyfikujące zaprzestały działań na tym odcinku.
Przy
bramie głównej kilkakrotnie oddziały pacyfikujące próbowały zdobyć kopalnię –
bezskutecznie.
Widziałem wówczas jak górnik, który stał obok mnie [...]
gdzieś ok. 3m nagle przewrócił się i upadł na ziemię. Widziałem na jego ciele
ślady krwi [...] w momencie kiedy przewracał się ten górnik [...] słyszałem
strzały i jego głos, trzymając się za klatkę piersiową krzyknął: Jezu dostałem!
Zabitych i rannych koledzy znosili do Stacji Ratownictwa Górniczego. Nie
mieściło się w głowach, że to się dzieje naprawdę, że strzelają ostrą amunicją!
Wówczas działania obu stron zostały przerwane, a po pertraktacjach z
władzami w budynku dyrekcji kopalni i wreszcie decyzji samych górników podczas
głosowania podjęto decyzję o zakończeniu protestu.
Funkcjonariusze
komunistycznego reżimu zabili 6 górników, 3 kolejnych zmarło w wyniku
odniesionych ran, kilkudziesięciu innych zostało rannych. Ale i tego jakby było
mało – podczas jak i po pacyfikacji zatrzymywane były karetki pogotowia;
„pałowano” i personel medyczny i rannych górników.
|
|
| 2008 Społeczny Komitet Pamięci Górników KWK Wujek Poległych 16.12.81. Wszelkie prawa zastrzeżone. | |
|